To kobiety (przynajmniej w Internecie) głosu nie mają!

To miał być zupełnie inny wpis, drugi już z cyklu emigracyjnego, i powoli zahaczający o tematykę aplikowania do firm i sprawnego radzenia sobie z rozmowami kwalifikacyjnymi z punktu widzenia kandydata.
Ale będzie zgoła o czymś innym, co wypłynęło spontanicznie, na fali tsunami, które przetoczyło się ostatnio przez odwiedzane przeze mnie fora internetowe. A dotyczy niesprawiedliwego, głęboko zakorzenionego w naszym wciąż i wciąż patriarchalnym społeczeństwie przekonania, że opinie, zdania, przemyślenia i poglądy kobiet są z założenia lekceważone i deprecjonowane jako te mniej istotne, mniej racjonalne i mniej wartościowe – bez żadnego oparcia w rzeczywistości!
Jeśli sądzisz, że będąc kobietą, możesz bezkarnie wypowiadać się kontrowersyjnie i w opozycji do innego użytkownika czy artykułu – to się mylisz. Jeśli sądzisz, że będąc kobietą, możesz zostać nie tyle zrozumiana, co chociaż PRZECZYTANA ZE ZROZUMIENIEM komentując w internetach – to się mylisz.
Ta smutna konstatacja pojawiła się pod wpływem tego, co od jakiegoś czasu obserwuję u innych i osobiście doświadczam, ośmielając się zabrać głos na tematy nieoczywiste i dyskusyjne, tudzież uznawane (przez kogo, na Boga?) za ‚męskie’ albo ‚skomplikowane’. Okazuje się bowiem, że bardzo podobny w wymowie i przekazie komentarz będzie INACZEJ odebrany wówczas, gdy autorem jest mężczyzna, a zupełnie inaczej wtedy, gdy autorką jest kobieta. Będzie polajkowany, pogratulowany, poparty – chociaż nie napisał go żaden znawca tematu, żaden profesjonalista ani ekspert, ale za to (no przecież!) przedstawiciel płci męskiej.
Będzie natomiast skrytykowany, podważony, albo wręcz wyśmiany i zlekceważony, gdy jest sformułowany przez kobietę – nawet jeśli jest ona ekspertem w tej konkretnej dziedzinie, albo ma doświadczenie uprawniające ją do stawiania pewnych tez. To nie ma większego znaczenia, znaczenie ma natomiast to, JAKIM PRAWEM ona się w ogóle w sposób tak autorytarny i pewny wypowiada? Niechże się wypowiada na tematy tzw. ‚kobiece’, ale co ona może wiedzieć np. o piratach drogowych i przejechaniu pieszego na jezdni w terenie zabudowanym, jak pewnie sama ledwo umie przekręcić kluczyk w stacyjce, nie mówiąc już o ruszaniu pod górkę? Najsmutniejsze jest to, że jak zwykle w życiu – i w internecie przeważnie to kobieta kobiecie najgorszym wilkiem, i same kobiety utrwalają taki obraz internautki, czyli tylko w teorii uprawnionej do wyrażania swojego zdania i opinii na tematy inne, niż recenzja najnowszego Thermomixa.
Wake up, ludzie. Czas się obudzić w tych polskich internetach. Tyle się mówi o prawach kobiet, o poszanowaniu ich poglądów, o prawie do bycia niezależną, samoświadomą, zdecydowaną. Tyle się mówi o wyrównaniu płac, o równych opcjach i możliwościach na rynku pracy.
Zacznijcie od miejsca, gdzie przebywacie wszyscy najczęściej – od Internetu, bo nawet tam ciężko się swobodnie wypowiedzieć, będąc kobietą.
*zdjęcie pochodzi z http://www.pixabay.com
