Popełniłam błąd. Zareagowałam ostatnio zbyt emocjonalnie, niepotrzebnie całkiem robiąc wykład umoralniający i pseudo-edukujący (jak teraz o tym myślę, to w dodatku raczej wątpliwej jakości) komuś zależnemu ode mnie, komuś, kogo prowadzę na ścieżce edukacji językowej. W obliczu obecnego napięcia i presji, w połączeniu ze zmęczeniem i niewyspaniem, zapomniałam o najważniejszym przykazaniu: nie krytykuj.
Krótki film reportażowy nakręcony przez stację CNBC, którego głównym bohaterem jest Richard Branson, stał się katalizatorem pewnych zmian w moim życiu. Ten facet ośmiela się twierdzić, że „tylko szukając dobrych cech w ludziach, jesteś w stanie je znaleźć”.
To ma tak cholernie głęboki sens, że uświadomienie sobie znaczenia tych słów aż boli. Tylko pomyśl: czy będąc pracodawcą, przedsiębiorcą, wspólnikiem, współpracownikiem, a wreszcie pracownikiem – szukasz w ludziach tylko tego, co CHCESZ odnaleźć? Tylko tego, czego NAPRAWDĘ ci potrzeba? Czy raczej szukasz w nich podświadomie i zupełnie świadomie tego, z czym mają problem, tego, czego im brakuje, aby z pełną satysfakcją móc im wytknąć: popatrz, miałem rację! Ty tego nie masz w sobie! Ty tego nie potrafisz, nie umiesz. Nie nadajesz się. Jesteś do niczego.
Tylko szukając dobrych cech u innych, a przecież jedynie tych pragniesz i potrzebujesz – jesteś w stanie je znaleźć. I w istocie tylko wtedy je znajdujesz. Jeśli z gruntu zakładasz, że ktoś jest dobry, tylko potrzebuje odpowiedniej motywacji, może większego kredytu zaufania, może lepszego szkolenia, może jeszcze więcej pracy twojej nad nim i z nim, może więcej cierpliwości i zrozumienia, a może zwyczajnej szczerej rozmowy – tylko wtedy proces rozwoju współpracy i relacji z tym człowiekiem może się udać i być sukcesem.
W rodzicielstwie i spełnianiu roli wychowawcy i opiekuna (nie tylko własnych dzieci) działa to podobnie. Zauważyłam, że im mniej krytykuję i oceniam, a więcej szukam i próbuję zrozumieć działanie, tym szybciej udaje się dojść do konsensusu i sensownej współpracy. Bywa że ktoś, często najmłodszy i najbardziej nas potrzebujący, w tym konkretnym momencie swojego życia jest tak nabuzowany, tak emocjonalnie zdominowany przez skok rozwojowy i zachodzące zmiany psychofizyczne, że dobre wewnętrzne motywacje wydają się w nim nie istnieć. Istnieją jednak, trzeba tylko do nich dotrzeć. Wtedy też przeważnie okazuje się, że całe te głupie złośliwości i niewłaściwe zachowania nie mają żadnej większej wagi. W danym momencie wydaje się być ich mnóstwo na powierzchni, ale ich jakość jest tak naprawdę kiepska w obliczu ogromnej wartości tej DOBREJ CECHY, dobrej motywacji, którą udało nam się wydobyć z głębi.
Nie krytykuj. Motywuj i argumentuj, ale nie rań. Dyskutuj i dziel się doświadczeniem i opiniami, ale nie wymądrzaj się i nie pouczaj. Ja tego nie cierpię. A Ty?
Link do wyżej wspomnianego krótkiego reportażu z wypowiedziami Bransona:
